,

,

czwartek, 21 sierpnia 2014

GREEN TEA WITH HONEY || ARIZONA

 
AriZona, czyli inaczej herbata mrożona już dawno opanowała polski rynek. Cieszę się, że w końcu do nas dotarła i można ją kupić prawie w każdym większym sklepie. W USA otrzymamy ją w przeróżnych smakach, których jest bardzo dużo, natomiast w pl mamy ich tylko pięć. Zawsze coś. Można ją kupić między innymi w Żabce czy Carrefour'rze. 
Natrafiając w sklepie na green tea with honey bardzo się ucieszyłam, ponieważ jest to jeden z popularniejszych smaków. Dodatkowo butelka jest mega śliczna, co od razu przykuwa uwagę na półce i dodaje też wizualnego uroku. Krótko mówiąc zielona herbata z miodem nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. Zapach jak dla mnie niezbyt przyjemny, a smakuje jak saga z miodem. Zdecydowanie moja mamusia zaparza lepsze herbaty, które zawsze są pyszne. Ten smak nie przypadł mi do gustu, ciekawe jak z czterema pozostałymi..muszę to sprawdzić. Cena butelki to jakieś 5 zł, a puszki 3 zł z grosikami. A Wy co myślicie? Piliście już którąś? :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

NIEDZIELA Z KUZYNKĄ

 
Uwielbiam takie dni, kiedy nawet na chwilę nie mam spokoju, gdy po prostu cały czas ktoś do mnie przychodzi. Oczywiście wszystko wychodzi na spontanie. Jedna kuzynka zniknęła, wpadła zaś druga. Mowa o tej ze zdjęcia! Co prawda miałam na dzisiaj całkiem inne plany, bo chciałam zrealizować jedno ze zaproszeń i wybrać się pod Grojec na Kwaśnicę, no ale jak widzę, to non stop wypadają jakieś inne okoliczności, które niestety nie pozwalają mi na to. Dzisiaj już ostatni dzień...no cóż, wybiorę się w przyszłym roku! Jak na razie mam lajty z racji, że kuzynka poszła z rodzicami do sąsiadki. Podobno zostaje tylko do jutra, choć mówiła coś że chciałaby być tu na dłużej. Jeśli tylko ciocia się zgodzi to czemu nie. 
Nie wiem jak Wy, ale ja w powietrzu czuję już jesień. Wieczory stały się bardzo chłodne, słońca też już jest niewiele. Trzeba zaopatrzyć się w jakieś cieplejsze ubrania. Ciekawe, czy zima też nas tak wcześnie zaskoczy jak w zeszłym roku. Ojj, zapomniałabym. Madzia przyniosła ze spaceru z mamą taki piękny bukiecik, jest przepiękny i fantastycznie pachnie. Mały gest, od serca i tak bardzo cieszy! Kocham

sobota, 16 sierpnia 2014

IN HOME

 
 Sobotni sierpniowy wieczór. Koniec wakacji już tak blisko. Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych jakie miałam dzisiaj za oknem, ten wieczór należy do jednych z piękniejszych. Nie dlatego, że widać cudowny zachód słońca, lecz dlatego, że w końcu mogę odpocząć po całym tygodniu. Nie wszyscy mają wakacje, gdzie mogliby całymi dniami leżeć bezczynnie, lub opalać się nad brzegiem wspaniałego morza lub jeziora, gdzie w koło jest mnóstwo pięknych widoków. W wakacje odpoczywa się od szkoły i nauki, ale niestety nie od pracy i obowiązków. Mówię właśnie o Sobie! Dlatego też każdy dzień staram się wykorzystać jak najlepiej, żeby wieczorem nie powiedzieć, że żałuję iż czegoś nie zrobiłam. Popadłam już trochę w monotonność, ale...odbiegam od tematu, damnn! 
Na dzisiejszy wieczór dostałam zaproszenia na ognisko urodzinowe trzech osób, propozycję spotkania się z koleżankami oraz wypad na Kwaśnicę (nie, nie chodzi tutaj o jedzenie). Odmawiając jednej osobie i wybierając inną propozycję sprawiłabym komuś przykrość, więc postanowiłam, że nie przyjmę żadnego z tych zaproszeń! Nie mogłabym się pojawić w każdym z tych miejsc, a czułabym się źle z faktem, że zjawiłam się u jednej osoby, a resztę wystawiłam. Dlatego też właśnie wybrałam opcję zostania w domu, we własnym pokoju, w łóżeczku. Nadrobię to w najbliższych dniach, stopniowo. Bo przecież lepiej odmówić wszystkim - przynajmniej zrozumieli moją sytuację - niżeli miałabym sprawić radość na jednej twarzy, a reszcie zrobić przykrość. Swoją drogą.....fajnie pisze mi się posty w wannie podczas kąpieli, bierze mnie tu wtedy na przemyślenia, refleksje i inne tego typu rzeczy :).

piątek, 15 sierpnia 2014

NIE MAMY SKRZYDEŁ

  
 Nie wiem nawet od jakich słów zacząć ten post. Kurcze, jestem tak cholernie szczęśliwa, sama nie wiem dlaczego. Nie mam ku temu konkretnego powodu, po prostu samo jakoś tak :). Eh no i mamy dłuższy weekend, który i tak nie robi różnicy ze względu na wakacje. Dzień spędziłam z rodziną, u babci. Planowałam tam spotkać się również z koleżanką, jednak Ona dałaby radę do mnie przyjechać dopiero wtedy, kiedy ja miałam już wyjeżdżać, szkoda. Ale umówiłyśmy się na ostatni tydzień sierpnia na mały wypadzik na miasto, także już nie mogę się doczekać! :) Rok szkolny się zbliża, więc wypadałoby zacząć rozglądać się za jakimiś przyborami do szkoły, właściwie jest mi potrzebny tylko plecak, który mam upatrzony w croppie, zeszyty i coś do pisania. Tyle wystarczy. W planach mam jeszcze duuuuże zakupy odzieżowe, końcem sierpnia się za to biorę. Teraz pozaglądam jeszcze na Wasze blogi, a wieczorem jeśli się uda, to wyciągnę kogoś na spacerek :).Zostawiam Was również z piosenką, od której jestem uzależniona!                
                 

czwartek, 14 sierpnia 2014

PODKŁAD MATUJĄCY "STAY MATTE" IVORY || RIMMEL

Kosmetyki od bardzo dawna nie są moim głównym zainteresowaniem i zmieniłam również podejście do pisania o nich na blogu. Stwierdziłam jednak, że należałoby wprowadzić tutaj pewną różnorodność i raz na jakiś czas nie zaszkodzi mi napisać kilka słów o produkcie, który znajduje się w mojej kosmetyczce. Postawiłam dzisiaj na recenzję podkładu matującego, którego zapewne posiadaczkami jest wiele dziewczyn z racji, że kilka miesięcy temu była na niego zniżka w rossmannie, a kilka tygodni temu zaś w naturze. Dlatego też i ja postanowiłam go zakupić.Głównie ze względu, że potrzebowałam czegoś "nowego", gdyż stary podkład był na wyczerpaniu, a dodatkowo jego cena odpowiadała mi, patrząc na budżet w portfelu :).
 
Jak zwykle miałam dylemat nad doborem odcienia, ponieważ 'light ivory' był za jasny, natomiast 'ivory' był odrobinę za ciemny. Stwierdziłam jednak, że skoro jest lato i wakacje to moja skóra i tak zdąży nabrać brązowego koloru, dlatego też zdecydowałam się właśnie na ten odcień. 
Podkład jak widzicie jest zamknięty w tubie. Opakowanie jest bardzo ładne, estetycznie i starannie wykonane. Zakrętka bardzo łatwo się odkręca, co za tym idzie, że nie sprawia problemów przy wyciskaniu podkładu. Generalnie w tej kwestii nie mam mu nic do zarzucenia. Kupiłam go na promocji w Naturze za ok.15 zł, nie pamiętam dokładnie. Jego cena regularna wynosi 22 zł.
 
Konsystencja podkładu jest gęstawa, mogłabym nawet powiedzieć, że przypomina mus. Odpowiada mi to bardzo, gdyż dzięki temu wystarcza go na bardzo długo, a przy aplikacji nie trzeba wyciskać go zbyt wiele. Na zdjęciu po lewej pokazana jest ilość podkładu, która wystarcza mi na przykrycie całego policzka, bez jakichkolwiek poprawek. Jak widać - bardzo mało. Przy mojej czerwonej ręce podkład wygląda na jasny, jednak bardzo ładnie stapia się z twarzą i dopasowuje do jej kolorytu, przy okazji go poprawia i wyrównuje. Rozprowadza się bezproblemowo i przyjemnie. Zdecydowanie najlepiej jest go nakładać palcami, mimo iż nie jest to higieniczne. 
 
Zdjęcie nie jest może jakieś profesjonalne, ale nie miałam odwagi pokazać całej twarzy bez makijażu. 
Co do krycia - nie mam mu nic do zarzucenia. Może nie mam jakichś strasznych problemów ze skórą, ale mam duży problem z zaczerwienieniami, jakimiś wągrami, zaskórnikami i czasami wyskoczy jakaś czerwona kropka. Wszystkie niedoskonałości jak widać - zostały przykryte (to coś na policzku to tylko blizna). Rzeczywiście bardzo ładnie matuje i efekt ten utrzymuje się u mnie prawie przez cały dzień. Z racji, że mam jednak przetłuszczającą się skórę w strefie "T", pod koniec dnia - zaczyna się lekko świecić. Nie jest to u mnie problemem, ponieważ i tak używam pudru matującego, więc "przypudrowanie noska" raz dziennie to właściwie normalna czynność przy każdym podkładzie. 
Podsumowując? Znalazłam w końcu swój ideał, po tylu próbach poszukiwań. Jestem z niego bardzo zadowolona i póki mi się nie znudzi i nie znajdę czegoś lepszego to będę go stale używała. Uważam jednak, że i tak jest on bezkonkurencyjny, bynajmniej dla mnie :).